Papież a ochrona środowiska

Pewnie nieprędko pojmiemy głębię całokształtu nauczania papieskiego i jeszcze wielu lat będzie trzeba zanim uda się, przynajmniej w części przyswoić sobie Jego nauki. Mnie osobiście, oczywiście oprócz dziejowego w swoich skutkach papieskiego wezwania z warszawskiego Placu Zwycięstwa w dniu 2 czerwca 1979, utkwiło w pamięci przemówienie Papieża Jana Pawła II wygłoszone podczas Liturgii Słowa w Zamościu prawie dokładnie 20 lat później. Mam nadzieję, że dla ludzi związanych z ochroną środowiska homilia ta stanie się swoistym credo dalszego działania.
Robert Borysiewicz

Przemówienie Papieża Jana Pawła II wygłoszone
podczas Liturgii Słowa Zamościu w dniu 12
czerwca 1999 roku

(Podkreślenia własne)

1. «Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa
powiedziane Ci od Pana» (Łk 1, 45). Na szlaku naszego pielgrzymowania
po polskiej ziemi spotykamy się znów z Maryją. Jest to szczególny dar
Bożej łaski, że właśnie w Zamościu, gdzie w katedralnym sanktuarium od
pokoleń Maryja doznaje czci jako Matka Bożej Opieki, przychodzi nam
obchodzić niejako drugą stację Uroczystości Jej Niepokalanego Serca.
W dzisiejszej liturgii spotykamy się z Maryją nawiedzającą. Dobrze znana
jest ta Jej droga po zwiastowaniu — z Nazaretu w górzyste okolice Judei,
gdzie mieszkała Jej krewna Elżbieta. Maryja idzie, ażeby pomóc swojej
krewnej w tych dniach przygotowania do macierzyństwa. Idzie drogami
swojej ziemi, niosąc w sobie największą tajemnicę.
Czytamy w Ewangelii, że objawienie tej tajemnicy dokonało się w sposób
niezwykły. «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona» (Łk 1, 42) — tymi słowami powita Maryję
Elżbieta. «A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?»
(Łk 1,43). A więc Elżbieta już wie o tym, co Bóg zamierzył, co w tej
chwili jest tajemnicą jej własną i tajemnicą Maryi. Wie, że jej syn, Jan
Chrzciciel, ma przygotować drogę Pańską. Ma się stać zwiastunem
Mesjasza — Tego, którego poczęła za sprawą Ducha Świętego Dziewica
z Nazaret. Spotkanie obu matek, Elżbiety i Maryi, uprzedza wydarzenia,
które kiedyś mają się dokonać i niejako do nich przygotowuje.
Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła słowu Boga, zwiastującemu Ci
narodzenie Odkupiciela świata — mówi Elżbieta. A Maryja odpowiada
słowami „Magnificat”: «Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój
w Bogu, moim Zbawcy» (Łk 1, 46-47). Zaprawdę wielkie dzieła Boże,
wielkie Boże tajemnice dokonują się w ukryciu, w domu Zachariasza.
Kościół cały będzie nieustannie do nich nawiązywał, będzie wraz
z Elżbietą powtarzał: «Błogosławiona jesteś Ty, któraś uwierzyła»
i będzie wraz z Maryją śpiewał „Magnificat”.
Wydarzenie bowiem, które niegdyś dokonało się na ziemi judzkiej
zawiera w sobie treść niewypowiedzianą. Oto przyszedł na świat Bóg. Stał
się Człowiekiem. Za sprawą Ducha Świętego począł się w łonie Dziewicy
z Nazaret, ażeby po upływie stosownego czasu narodzić się w stajni
betlejemskiej. Ale zanim to wszystko się stało, Maryja nosiła Jezusa, tak
jak każda matka nosi w sobie dziecię swojego łona. Nosiła nie tylko Jego
ludzkie istnienie, ale również całą Jego tajemnicę — tajemnicę Bożego
Syna, Odkupiciela świata. Dlatego też nawiedzenie Maryi w domu
Elżbiety to wydarzenie poniekąd zwyczajne, a równocześnie jedyne
i niezwykłe, i niepowtarzalne.
Oto wraz z Maryją przychodzi Słowo przedwieczne, Syn Boży.
Przychodzi, ażeby znaleźć się pośród nas. Tak, jak niegdyś okres przed
urodzeniem związał Go z Nazaretem, a potem z okolicą Judei, gdzie
mieszkała Elżbieta, ostatecznie zaś z miasteczkiem Betlejem, gdzie miał
przyjść na świat, tak teraz każde Jego nawiedzenie wiąże Go z coraz to
innym miejscem na ziemi, gdzie w sposób liturgiczny je celebrujemy.

2. Dziś Ewangelię o nawiedzeniu odczytujemy na ziemi zamojskiej.
Tajemnica przyjścia Maryi i Syna, niejako staje się naszym udziałem.
Jakże raduję się, że możemy przeżywać ją razem, we wspólnocie [waszej
diecezji]. Jest to diecezja młoda, ale o jakże bogatej tradycji religijnej
i kulturalnej, sięgającej XVI wieku. W tę tradycję od samych początków
wpisują się żywe kontakty ze Stolicą Apostolską, których szczególnym
owocem była sławna Akademia Zamojska — trzecia po Krakowie
i Wilnie wyższa uczelnia w Rzeczypospolitej, założona przy poparciu
papieża Klemensa VIII. Niemym, ale jakże wymownym świadkiem
spuścizny wieków jest zamojska Kolegiata, którą dane mi było podnieść
do godności Katedry. Kryje ona w sobie nie tylko wspaniałe zabytki
architektury i sztuki religijnej, ale również prochy tych, którzy tę wielką tradycję tworzyli. Cieszę się, że dziś, nawiedzając to piękne miasto
i ziemię zamojską, mogę powracać do tego wielowiekowego skarbca
naszej wiary i kultury.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich wiernych tu zgromadzonych i tych,
którzy jednoczą się z nami duchowo. Pozdrawiam pasterza tej wspólnoty,
biskupa Jana, biskupa pomocniczego Mariusza, wszystkich kapłanów
i osoby konsekrowane [zakonników i zakonnice]. Słowa pozdrowienia
kieruję również do przedstawicieli władz państwowych i terytorialnych.
Szczególną wdzięczność pragnę wyrazić tym, którzy towarzyszą mojemu
pielgrzymowaniu poprzez modlitwę i ofiarę ze swego cierpienia. Proszę
Boga, aby wszyscy mieli udział w łaskach tych odwiedzin.

3. Opatrznościowe umieszczenie sceny nawiedzenia Maryi w wyjątkowej
oprawie piękna tego miasta i tej ziemi, przywodzi na myśl biblijny zapis
stworzenia, który otrzymuje swoje wyjaśnienie i niejako dopełnienie
w tajemnicy Wcielenia. Według tego biblijnego zapisu, Bóg w kolejnych
dniach stworzenia, patrzył niejako na dzieło swojego zamysłu i widział, że
wszystko, co uczynił było dobre. Nie mogło być inaczej. Harmonia
stworzenia odzwierciedlała bowiem wewnętrzną doskonałość Stwórcy. Na
końcu uczynił Bóg człowieka. Uczynił go na obraz i podobieństwo swoje.
Jemu zawierzył całą wspaniałość świata, aby ciesząc się nim i korzystając
z jego dóbr, w sposób wolny i rozumny twórczo współpracował
w doskonaleniu Bożego dzieła. I mówi Pismo, że wtedy «Bóg widział, że
wszystko, co uczynił, było bardzo dobre» (Rdz 1, 31). Jednakże po
pierworodnym upadku człowieka, świat, jako jego szczególna własność,
podzielił niejako jego los. Grzech nie tylko zerwał więź miłości pomiędzy
człowiekiem i Bogiem, zburzył jedność pomiędzy ludźmi, ale również
zakłócił harmonię całego stworzenia. Cień śmierci padł nie tylko na rodzaj
ludzki, ale także na wszystko, co z woli Bożej miało istnieć niejako dla
człowieka.
Jeżeli jednak mówimy o współudziale świata w skutkach ludzkiego
grzechu, to zdajemy sobie sprawę, że świat ten nie mógł być również
pozbawiony udziału w Bożej obietnicy odkupienia. Czas spełniania się tej
obietnicy dla człowieka i całego stworzenia nadszedł, gdy Maryja za
sprawą Ducha Świętego stała się Matką Bożego Syna. On jest
pierworodnym całego stworzenia (por. Kol 1, 15). Wszystko, co
stworzone, odwiecznie było w Nim. Jeżeli przychodzi na świat, to — jak
mówi św. Jan — przychodzi do swojej własności (por. J 1, 11).
Przychodzi, ażeby to wszystko, co stworzone na nowo ogarnąć, aby
zapoczątkować dzieło odkupienia świata, ażeby przywrócić stworzeniu
jego pierwotną świętość i godność. Przychodzi, ażeby samym swoim
przyjściem ukazać nam tę szczególną godność natury stworzonej.
Kiedy wędruję po polskiej ziemi, od Bałtyku, przez Wielkopolskę,
Mazowsze, Warmię i Mazury, kolejne ziemie wschodnie od Białostockiej aż do Zamojskiej, i kontempluję piękno tej ojczystej ziemi, uprzytamniam sobie ten szczególny wymiar zbawczej misji Syna Bożego. Tu
z wyjątkową mocą zdaje się przemawiać błękit nieba, zieleń lasów i pól,
srebro jezior i rzek. Tu śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo, po
polsku. A wszystko to świadczy o miłości Stwórcy, o ożywczej mocy Jego
Ducha i o odkupieniu, którego Syn dokonał dla człowieka i dla świata.
Wszystkie te istnienia mówią o swojej świętości i godności, które
odzyskały wtedy, gdy «Pierworodny z całego stworzenia» przyjął ciało
z Maryi Dziewicy.

Jeżeli dziś mówię o tej świętości i godności, to czynię to w duchu
dziękczynienia Bogu, który tak wielkich dzieł dokonał dla nas,
a równocześnie czynię to w duchu troski o zachowanie dobra i piękna,
jakim Stwórca obdarował ten świat. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo,
że to, co tak cieszy oczy i raduje ducha, może ulec zniszczeniu. Wiem,
że biskupi polscy wyrażali taki niepokój już przed dziewięciu laty,
zwracając się do wszystkich ludzi dobrej woli w liście pasterskim na temat
ochrony środowiska. Słusznie pisali, że «każda działalność człowieka jako
istoty odpowiedzialnej ma swój wymiar moralny. Degradacja
środowiska godzi w dobro stworzenia ofiarowane człowiekowi przez
Boga-Stwórcę jako nieodzowne dla jego życia i rozwoju. Istnieje
powinność należytego korzystania z tego daru w duchu wdzięczności
i szacunku [z każdego daru, również i z tego, którym jest dzisiejszy
deszcz]. Z drugiej zaś strony świadomość, że dar ten przeznaczony
jest dla wszystkich ludzi, stanowi dobro wspólne, rodzi również
właściwe zobowiązanie względem drugiego człowieka. Dlatego też
uznać trzeba, że wszelkie działania, które nie uwzględniają prawa
Boga do swego dzieła, jak i prawa człowieka obdarowanego przez
Stwórcę, sprzeciwiają się przykazaniu miłości. (…) Trzeba zatem
uświadomić sobie, że istnieje ciężki grzech przeciwko środowisku
naturalnemu obciążający nasze sumienia, rodzący poważną
odpowiedzialność przed Bogiem-Stwórcą» (2.05.1989).
Jeżeli mówimy o odpowiedzialności przed Bogiem, to mamy świadomość,
że tu już nie chodzi tylko o to, co we współczesnym języku zwykło się
nazywać ekologią. Nie wystarczy upatrywać przyczyny niszczenia
świata jedynie w nadmiernym uprzemysłowieniu, bezkrytycznym
stosowaniu w przemyśle i rolnictwie zdobyczy naukowych
i technologicznych, czy w pogoni za bogactwem bez liczenia się ze
skutkami działań w przyszłości. Chociaż nie można zaprzeczyć, że
takie działania przynoszą wielkie szkody, to jednak łatwo dostrzec, że
ich źródło leży głębiej, w samej postawie człowieka. Wydaje się, że to,
co najbardziej zagraża stworzeniu i człowiekowi, to brak
poszanowania dla praw natury i zanik poczucia wartości życia.
Prawo, które zostało przez Boga wpisane w naturę i które można odczytać
za pomocą rozumu, skłania do poszanowania zamysłu Stwórcy —
zamysłu, który ma na celu dobro człowieka. To prawo wyznacza pewien
wewnętrzny porządek, który człowiek zastaje i który powinien zachować.
Wszelkie działanie, które sprzeciwia się temu porządkowi, nieuchronnie uderza w samego człowieka.
Tak też dzieje się, gdy zanika poczucie wartości życia jako takiego,
a w szczególności życia ludzkiego. Jak można skutecznie stawać
w obronie przyrody, jeśli usprawiedliwiane są działania bezpośrednio
godzące w samo serce stworzenia, jakim jest istnienie człowieka? Czy
można przeciwstawiać się niszczeniu świata, jeśli w imię dobrobytu
i wygody dopuszcza się zagładę nie narodzonych, prowokowaną śmierć
starych i chorych, a w imię postępu prowadzone są niedopuszczalne
zabiegi i manipulacje już u początków życia ludzkiego? Gdy dobro nauki
albo interesy ekonomiczne biorą górę nad dobrem osoby, a nawet
całych społeczności, wówczas zniszczenia powodowane w środowisku
są znakiem prawdziwej pogardy dla człowieka. Trzeba, aby wszyscy,
którym leży na sercu dobro człowieka na tym świecie, stale dawali
świadectwo, że «szacunek dla życia, a przede wszystkim dla ludzkiej
godności, jest podstawową zasadą zdrowego postępu ekonomicznego,
przemysłowego i naukowego» (Orędzie na XXIII Światowy Dzień
Pokoju, n. 7).

4. «Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed
wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. (…) Zechciał bowiem [Bóg],
aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać
wszystko z sobą: przez Niego — i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach,
wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża» (Kol 1, 16-17. 19-20). Te
słowa św. Pawła zdają się wytyczać chrześcijańską drogę obrony tego
dobra, jakim jest cały stworzony świat. Jest to droga pojednania
w Chrystusie. On przez krew krzyża i przez zmartwychwstanie przywrócił
stworzeniu pierwotny porządek. Odtąd świat cały, a w jego centrum
człowiek, został wyrwany z niewoli śmierci i zepsucia (por. Rz 8, 21),
został niejako stworzony od nowa (por. Ap 21, 5) i nie istnieje już ku
śmierci, ale ku życiu — ku nowemu życiu w Chrystusie. Dzięki
zjednoczeniu z Chrystusem człowiek odkrywa na nowo swoje miejsce
w świecie. W Nim doznaje na nowo tej pierwotnej harmonii, jaka istniała
pomiędzy Stwórcą, stworzeniem i człowiekiem, zanim uległa skutkom
grzechu. W Nim też odczytuje na nowo to pierwotne wezwanie do
czynienia sobie ziemi poddaną, które jest kontynuacją Bożego dzieła
stworzenia, nie zaś nieopanowanym wykorzystywaniem.
Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych
pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie
bez odpowiedzi! Zwracam się w szczególny sposób do tych, którym
powierzona została odpowiedzialność za ten kraj i za jego rozwój, aby
nie zapominali o obowiązku chronienia go przed ekologicznym
zniszczeniem! Niech tworzą programy ochrony środowiska i czuwają
nad ich skutecznym wprowadzaniem w życie! Niech kształtują nade
wszystko postawy poszanowania dobra wspólnego, praw natury
i życia! Niech ich wspierają organizacje, które stawiają sobie za cel obronę dóbr naturalnych!

W rodzinie i w szkole nie może zabraknąć wychowania do szacunku dla życia, dla dobra i piękna.

Wszyscy ludzie dobrej woli winni współdziałać w tym wielkim dziele. Każdy
z uczniów Chrystusa niech weryfikuje styl swego życia, aby słuszne
dążenie do pomyślności nie zagłuszyło głosu sumienia, które waży to,
co słuszne i prawdziwie dobre.

5. Jeżeli mówię o poszanowaniu ziemi, nie mogę zapomnieć o tych, którzy
najbardziej są z nią związani, którzy znają jej wartość i godność. Myślę tu
o rolnikach, którzy nie tylko na Zamojszczyźnie, ale w całej Polsce,
bezpośrednio zmagają się z ziemią, czerpiąc z niej owoce niezbędne dla
życia mieszkańców miast i wsi. Nikt tak jak pracujący na roli nie może
zaświadczyć o tym, że wyjałowiona ziemia nie daje plonów, zaś
pielęgnowana z miłością jest szczodrą karmicielką. Z wdzięcznością
i szacunkiem chylę głowę przed tymi, którzy przez wieki użyźniali tę
ziemię potem czoła, a gdy trzeba było stawać w jej obronie nie szczędzili
również krwi. Z tą samą wdzięcznością i szacunkiem zwracam się do tych,
którzy i dziś podejmują ciężki trud służby ziemi. Niech Bóg błogosławi
pracy waszych rąk!
Wiem, że w dobie przemian społecznych i gospodarczych nie brak
problemów, które często boleśnie nękają polską wieś. Trzeba, aby
w procesie reform sprawy rolników były dostrzegane i rozwiązywane
w duchu społecznej sprawiedliwości.
Mówię o tym na Zamojszczyźnie, gdzie od wieków podnoszona była
sprawa chłopska. Dość wspomnieć utwory Szymona Szymonowica,
współtwórcy Akademii Zamojskiej, czy działalność Towarzystwa
Rolniczego założonego przed dwustu laty w Hrubieszowie. Również
ksiądz kardynał Stefan Wyszyński, jako tutejszy biskup, a potem Prymas
Polski często przypominał o znaczeniu rolnictwa dla bytu narodowego
i państwowego, o potrzebie solidarności wszystkich grup społecznych
z mieszkańcami wsi. Nie mogę dziś nie włączyć się w tę tradycję. Czynię
to, powtarzając za prorokiem słowa pełne nadziei: «Jak ziemia wydaje
swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się
rozpleni sprawiedliwość» (Iz 61, 11).

6. Zwracamy nasz wzrok ku [Bogarodzicy] Maryi i wołamy do Niej
słowami Elżbiety: «Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się
słowa powiedziane Ci od Pana» (Łk 1, 45). Błogosławiona jesteś Maryjo,
Matko Odkupiciela. Tobie dziś zawierzamy losy tej zamojskiej i polskiej
ziemi i wszystkich, którzy na niej żyją i pracują, wypełniając wezwanie
Stwórcy do czynienia jej sobie poddaną. Prowadź nas Twoją wiarą w ten
nowy czas, który się przed nami otwiera. I bądź z nami wraz z Twoim

Synem, Jezusem Chrystusem, który sam chce być dla nas Drogą, Prawdą
i Życiem.

Teksty homilii i przemówień papieskich podajemy za Katolicką Agencją
Informacyjną.

...